Francis Ngannou o krok od zakończenia kariery po śmierci syna
Francis Ngannou wyznał, że po tragicznej śmierci swojego 15-miesięcznego syna Kobe'ego w 2024 roku, poważnie rozważał porzucenie sportów walki. Były mistrz UFC ostatecznie wrócił do klatki, by walczyć w imię pamięci swojego dziecka.
Były mistrz wagi ciężkiej UFC, Francis Ngannou, podzielił się bolesnym wyznaniem dotyczącym najtrudniejszego momentu w jego życiu. W 2024 roku zawodnik przeżył niewyobrażalną tragedię – nagłą śmierć swojego 15-miesięcznego syna, Kobe'ego. Jak przyznaje Kameruńczyk, strata dziecka niemal doprowadziła go do decyzji o całkowitym wycofaniu się z profesjonalnego sportu.
"To był najtrudniejszy moment, przez jaki kiedykolwiek przechodziłem. W jednej chwili wszystko straciło sens. Nie widziałem powodu, dla którego miałbym dalej walczyć, skoro nie ma przy mnie mojego syna" – wyznał Ngannou w poruszającym wywiadzie.
Ngannou szczegółowo opisał proces żałoby i walkę z myślami o sportowej emeryturze:
- Tragedia rodzinna: Syn zawodnika zmarł niespodziewanie w kwietniu 2024 roku z powodu powikłań medycznych.
- Kryzys motywacyjny: Po tym wydarzeniu Ngannou czuł, że ogień do walki wygasł, a codzienne treningi stały się ciężarem nie do zniesienia.
- Powrót dla Kobe'ego: Ostatecznie zawodnik postanowił wrócić do startów, co zaowocowało walką w PFL w październiku 2024 roku, gdzie pokonał Renana Ferreirę.
Wsparcie fanów oraz społeczności MMA okazało się kluczowe w procesie powrotu "Predatora" do stabilizacji psychicznej. Ngannou podkreśla obecnie, że każda kolejna walka i każde wyjście do klatki jest dla niego sposobem na uhonorowanie imienia syna i pokazanie siły w obliczu największej życiowej tragedii.
Hermes 10 dni temu
Dzięki za info.