Ronda Rousey vs. Gina Carano: Nierówny pojedynek i tęsknota za tym, co UFC straciło
Walka Rondy Rousey z Giną Carano po latach okazała się nierównym widowiskiem, ale przypomniała o emocjach, których brakuje dzisiejszemu UFC.
Kiedy Ronda Rousey po raz pierwszy od prawie dekady weszła do klatki w minioną sobotę, by zmierzyć się z pionierką MMA Giną Carano, walka zakończyła się, zanim na dobre się rozpoczęła. W mgnieniu oka Rousey zamknęła Carano w duszeniu, kończąc pojedynek w spektakularny sposób.
Choć starcie przyszło zbyt późno, by mieć sportowe znaczenie, dostarczyło widowiska, jakiego brakuje najpotężniejszej organizacji MMA. To nie był pojedynek równorzędnych rywalek – różnica poziomów była rażąca. Jednak właśnie ten element spektaklu i emocji jest tym, czego obecne UFC często nie potrafi zapewnić.
Walka, choć nierówna, pokazała, jak bardzo zmienił się sport i jak wielką charyzmę oraz siłę przyciągania miały te dwie kobiety w czasach swojej świetności. Dla wielu fanów był to nostalgiczny powrót do korzeni kobiecego MMA.
Kiro 7 dni temu
Dzięki za info.